Punkt widzenia…

W zeszłym roku wiele się u mnie pozmieniało. Można powiedzieć, że dla mojej pracy zawodowej był to zdecydowanie najbardziej znaczący czas do tej pory. Przeprowadzka do Londynu, wejście w nowe środowisko, próba odnalezienia się w startupie po latach spędzonych w korporacji. Praca “na miejscu” zamiast z zacisza mojego małego boksu gdzieś z zagranicy. Uczestnictwo w wydarzeniach branżowych…

W miarę jak moja przygoda nabierała tempa, otrzymywałam też coraz więcej wiadomości z Polski. Od osób zainteresowanych wyjazdem, od bardziej lub mniej doświadczonych rekruterów. Od znajomych i osób obcych, które szybko stawały się dobrymi znajomymi. Z pytaniami, z prośbami o pomoc.

 

To prawda, że odkąd wyjechałam do Londynu, profil mój wygląda zdecydowanie bardziej imponująco. Nie jest to jednak wynik żadnej magicznej sztuczki czy zawrotnej kariery zrobionej w przeciągu kilku miesięcy. Moja obiektywna rzeczywistość w niewielkiej tylko mierze uległa zmianie. Mam co prawda bardziej imponujące wizytówki, ostatecznie widnieje na nich mój obecny tytuł Head of Talent – ale jest to obowiązujący tytuł dla większości rekruterów ze startupów.

Prawda jest taka, że większość pracy przygotowawczej wykonałam jeszcze z Krakowa. Jeśli dziś jestem tu, gdzie jestem, to dlatego, że poświęciłam godziny, dni i tygodnie na zdobycie rekrutacyjnej wiedzy i znajomości. Wiele osób uważało mnie wówczas za fanatyczkę, ale nie ma sukcesu tam, gdzie nie jesteśmy skłonni zainwestować swojego czasu. Mój ówczesny pracodawca nie był jakoś szczególnie zainteresowany wykorzystaniem mojego zapału. Miałam zawsze raczej wrażenie, że wywołuje on pewnego rodzaju niepokój w mojej szefowej (a raczej jednej z moich szefowych, bo pracowałam też dla bardzo inspirujących managerów), która lubiła mi przypominać jak dużo lepiej zna się na sprawie. Nie chodzi tu o osobiste rozrachunki, ale znowu – o perspektywę. To, za co regularnie dostawałam burę w Polsce, właśnie to sprawiło, że zostałam zaproszona na rozliczne konferencje nie jako uczestnik, ale prezenter.

Pierwsze kilka miesięcy w Londynie to była ciągła walka z czasem i własnym brakiem organizacji. Co trzeci tydzień odbywał się zjazd studiów Employer Branding, bez których nie dostałabym pewnie obecnej pracy. Nie sama wiedza nawet, ale znajomości, które zyskałam na WH AGH, stały się kapitałem, którym mogę obecnie dysponować. Gdyby to nie wystarczało, były i spotkania EB masters, gdzie miałam okazję poznać innych zapaleńców (rosnące zainteresowanie sugeruje mi, że pewnie mogłam poczekać z wyjazdem), a także po raz pierwszy spróbować prezentowania mojej wiedzy.

Lubię sobie myśleć, że całkiem przyjemnie spędza się ze mną czas. Bez znaczenia? Nic z tych rzeczy – wszystkie moje wystąpienia, praca, którą wykonuję, wszystko to zdobyłam najbardziej sprawdzonym kanałem rekrutacyjnym – przez polecenia. Jasne, jest ciężko, w Wielkiej Brytanii czasami uważana jestem za niegrzeczną (no dobrze, to się zdarza regularnie, ale to różnice kulturowe! 😉 ), czasami nie do końca zgrabnie się wyrażę. Bardzo jednak szybko udało mi się dołączyć do różnych grup rekruterów, często również pochodzących z różnych zakątków świata, gdzie nie jest to już problemem. Tam gdzie mnie znają, nie przyjdzie im raczej do głowy, że probuję kogokolwiek urazić.

 

Czy są jakieś różnice między pracą w Polsce a w Wielkiej Brytanii, o których mogłabym Wam powiedzieć?

Zastanawiałam się nad tym przez większość stycznia i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że tego typu doświadczenia pozostają kwestią indywidualną. Tak, mogłabym wskazywać na szybsze tempo pracy; na inne podejście do nadgodzin; na większą identyfikację z miejscem pracy. Ale to nie jest doświadczenie każdego pracownika w UK, nawet wewnątrz jednej firmy doświadczenia pracowników potrafią być skrajnie różne.

Owszem, mam okazję uczestniczyć w niesamowitych wydarzeniach branżowych i poznać osobiście tych rekruterów, których z Polski śledziłam wyłącznie na Twitterze czy LinkedInie. Ale czy jest to związane z Londynem? Podobne wydarzenia organizowane są w wielu innych miejscach (co ciekawe dokładnie dziś pojawił się na ten temat wpis u Jacka Krajewskiego – polecam zajrzeć tutaj), wszystko zależy od tego jak bardzo chcemy się na nie dostać! Ostatecznie, tak jak już wspomniałam, wydarzenia takie jak EBmasters mają miejsce w godzinach wieczornych (można zdążyć z pracy), a wstęp jest bezpłatny. Osoby biorące udział niczym nie ustepują przecież tym, które odwiedzają wydarzenia zagraniczne! Jeśli więc jesteście w Polsce i z zazdrością (jak ja ponad rok temu) przyglądacie się relacjom z “egzotycznych” zagranicznych konferencji, to czas uświadomić sobie, że jedyne, co powstrzymuje Was przed udziałem to Wy sami.

 

Choć spędziłam tyle czasu starając się uporządkować swoje myśli na ten temat to chyba absolutnie nic z tego nie wyszło. Jedyne, co może stanowić ten wpis, to formę publicznej autorefleksji. Staram się chyba powiedzieć, że jesteście sami autorami nie tylko własnego sukcesu, ale także jego definicji. Czasami zmiana otoczenia jest odpowiedzią.  Czasami to coś w nas musi się zmienić, żebyśmy zobaczyli stare otoczenie w nowych barwach. Jak zwykle nie ma prostych rozwiązań…

 

Tutaj proponuję: jeśli macie konkretne pytania odnośnie pracy w Londynie, zostawcie je w komentarzach. Na pewno odpowiem. Jedyne konkretne pytanie, które zadano mi wiele razy do tej pory dotyczyło możliwości pracy w moim zespole, co niestety jest niemożliwe, bo stanowię zespół jednoosobowy. Choć się nie zarzekam, to nie przewiduję w najbliższych latach zmieniać tej sytuacji. Zarządzanie ludźmi to temat, do którego trzeba dorosnąć – ja jeszcze nie jestem na tym etapie 🙂

Jeśli natomiast nie macie w głowie konkretnych pytań, ale chcielibyście na ten temat szerzej porozmawiać, może spotkamy się na Warszawskich Dniach Rekrutacji? 😉

Podziel się!

Jestem pasjonatką rekrutacji i employer brandingu, uwielbiam uczestniczyć w wydarzeniach branżowych i uczyć się od innych. Obecnie pracuję w Londynie, poza tym bywam też w rodzinnym Krakowie. Zapraszam do kontaktu!

5 thoughts on “Punkt widzenia…”

  1. - February 5, 2016 8:51 am

    Cześć Kasiu,

    bardzo fajny wpis, cenny zwłaszcza dla osób, które chcą się rozwijać w kierunku EB i rozważają wyjazd za granicę. Chętnie się dowiem na co zwracają uwagę rekruterzy w UK i jakich wskazówek udzieliłabyś osobom zainteresowanym znalezieniem pracy w rekrutacji na Wyspach.

    Serdecznie pozdrawiam,
    Kasia

    Reply
    1. Kasia - February 8, 2016 5:51 pm

      Dziękuje Kasiu za komentarz. Tu właśnie obawiam siś sprawa pozostaje jak w Polsce: wiśkszość zależy od widzimisię konkretnego rekrutera. Są pewne zasady ogólne – CV nie powinno zawierać zdjęcia czy daty urodzenia – ale te podyktowane są raczej zapisami prawnymi zwalczającymi dyskryminację. Czy jednak są jakieś złote środki? Niestety,
      Ja ze swojej strony, świadoma własnej nieświadomości, korzystam zawsze z porady specjalisty. Mam tu zaufanego rekrutera, ktory zajmuje się rekrutacją rekruterów do zespołów wewnętrznych i przy tak daleko idącej specjalizacji jest w stanie poradzić jak sformatować dokumenty aplikując do konkretnej firmy. Teraz przyszło mi do głowy, że mogę poprosić go o wywiad – chętnie przysłużę się raczej jako tłumacz aniżeli specjalista z zakresu, bo po prostu jeszcze specjalistą nie jestem 🙂

      Reply
  2. - February 9, 2016 12:15 pm

    Dziękuję za odpowiedź Kasiu. Wywiad to świetny pomysł, fajnie by było poznać punkt widzenia brytyjskiego rekrutera i myślę, że zainteresowałby on wielu czytelników bloga.

    Pozdrawiam z wyjątkowo słonecznego Krakowa 🙂

    Reply
  3. Emi - May 30, 2016 9:15 am

    Jaki ładny blog 🙂 Bardzo inspirujący post, mimo, że nie jestem związana z branżą rekruterską że tak powiem, to w sumie dał mi wiele do myślenia, dzięki! 🙂

    Reply
    1. Kasia - May 30, 2016 9:44 am

      Dziękuję ślicznie za taki pozytywny komentarz! Nigdy nic nie wiadomo, to bardzo ciekawa branża… 😉

      Reply

Leave a Reply